2 kwiecień 2007r.

Rocznica śmierci Papieża Jana Pawła II.
Msza Święta odprawiana w kościele św. Konstancji przez Proboszcza i gościa ks.Radzisława. Po Nabożeństwie młodzież szkolna przygotowała pod przewodnictwem ks. Jacka przepiękny występ artystyczny na okoliczność rocznicy śmierci naszego Papieża.

Od początku Mszy Świętej widziałam Pana Jezusa oczami duszy ubranego w śnieżno - białą tunikę z długimi rękawami u dołu lekko rozrzerzanymi - przepasaną w pasie szeroką szarfą. Ta biel materiału była taka jasna, że aż raziło w oczy. Materiał tuniki był atłasowy, połyskujący z wyciskanymi wzorami liści drzew o różnych wielkościach. Na tunice były udrapowane , lecz nie uszyte tzw. szczypanki od samej góry - równiutkie, prościutkie w odległościach od siebie około 1 centymetra. Szarfa także była w szczypanki, lecz poziome. Pan Jezus stał do mnie tyłem i często odwracał się prawym bokiem ponieważ byli tam ludzie chorzy na noszach i na wózkach inwalidzkich. Miejsce, w którym znajdowali się chorzy było na przestrzeni od Tabernakulum do fortepianu organisty a na szerokość jednego rzędu ławek. Właśnie w miejsce obecnych ławek wprowadzono chorych. Ja nie widziałam chorych, lecz czułam, że oni tam są. Pan Jezus nachylał się nad nimi, podchodził, dotykał ich prawą dłonią i pytał:
" Czy chcesz być uzdrowiony?”
„Czy chcesz abym cię uzdrowił?”
Ja czułam się jakbym była kuzynką Pana Jezusa i należała do tzw. „ochrony”, ponieważ „ubezpieczałam” Go z tyłu. Ta akcja uzdrawiania chorych trwała do zakończenia występu artystycznego grupy młodzieżowej. Msza Święta była też uzdrawiająca, ponieważ dużo było intencji czytanych o ozdrowienie.
Ja byłam tak bardzo szczęśliwa, wprost półprzytomna z nadmiaru szczęścia, a łzy radości zalewały mi twarz. Czuło się obecność naszego Papieża To było piękne wydarzenie pod każdym względem.

27 kwietnia 2007 r.
Jacek - młody samotny człowiek i zakochany w Panu Bogu pytał Pana Jezusa o słowo dla siebie a Pan Jezus powiedział:
" Nic mu nie powiem, zanim nie przestanie grzeszyć”. "
Bardzo często myślę o Panu Jezusie, bo rozkoszuję się tym tematem i pytam:
Panie Jezu - jak długo będę tu jeszcze pracowała?
Pan Jezus:
" Jeszcze trochę."
Panie Jezu, u Ciebie trochę, to może być i rok, a ja oto bardzo proszę.
Pan Jezus:
" Pisz książkę, bo z czym polecisz do Polski?”
Od dłuższego czasu pytam Pana Jezusa jaki tytuł powinna mieć książka i dzisiaj Pan Jezus od razu odpowiedział:
" JEZUNIU - moja MIŁOŚCI"
Moja pracodawczyni bardzo często złości się bez powodu i ja te cierpienia psychiczne ofiaruję Panu Jezusowi.
Pan Jezus:
" Nie dla Mnie, Ja tego nie potrzebuję. To dla ciebie, dla twojego zbawienia potrzebne jest”. "