Po długiej przerwie postanowiłam wreszcie napisać drugą część mojego życiorysu
pisanego razem z moją Wielką Miłością, bo bez Niego nic by nie było.
Ostatnio mam bardzo dużo pracy i wszystko jest ważne, więc pytam Pana, co najpierw
powinnam robić? A wtedy usłyszałam - „pisz książkę.”
Treść tej książki pełna jest spotkań z Panem Jezusem widzianych oczami duszy i mówione sercem. Dla mnie jest to wszystko bardzo rzeczywiste i realne.
Zacznę od ORĘDZIA, jakie otrzymałam od Pana Jezusa w dniu 8 grudnia 2006r. , a przekazane przez Annę Argasińska, która była w Chicago dwa miesiące i zaprzyjaźniło się z nią wiele osób. Ja, jako raczkująca ale pilna uczennica Pana Jezusa – najlepszego Nauczyciela - bardzo pragnęłam usłyszeć coś o sobie od Pana Boga.
Pan Jezus jest taki dobry, obdarzył mnie swoją Łaską i przemówił do mnie - bardzo mnie to uradowało.
O R Ę D Z I E z dnia 8 grudnia 2006 r.
Moja córko. Moja ukochana, maleńka córko.
Zamknąłem cię w Sercu Moim. Nie bój się i nie lękaj.
Jestem przy tobie, mówię do ciebie i z uwagą słucham cię.
Zawsze czyń dobrze ludziom.
Pragnę, abyś w miejscach wyciszeń więceń poświęcała czasu na dialog ze Mną – poprzez modlitwę.
Moje dziecko nie zajmuj sie sprawami całego świata, zostaw je Mnie, bo zbawienie należy do Mnie a bez twojej modlitwy zbawiać nie mogę.
Błogosławię cię Mieczysławo na trudne chwile twoich zmagań, bo tylko Ja wiem ile tych trudnych chwil pojawia się w ciągu dnia.
JEZUS
Od dnia mojego „nawrócenia” dużo przeczytałam książek religinych. Bardzo to lubiłam i niczym „połykałam” ich treść. Najbardziej przypadła mi do gustu książka autorki Gabrieli Bassis „On i ja”, ponieważ każde słowo wypowiedziane do niej – przyjmowałam do siebie i pieściło moje serce oraz moją duszę. Treścią tej książki zachwycałam się i karmiłam się każdym jej słowem.
Od jakiegoś czasu marzyłam, aby Nowy Rok przywitać w towarzystwie mojego Najlepszego Przyjaciela – Pana Jezusa. W każdą ostatnią sobotę miesiąca uczestniczę
w modlitwach do Duszy Chrystusa Króla w Bazylice św. Jacka w Chicago, to i w ostatnią sobotę grudnia także. Ponieważ zakończyło się spotkanie o 10.30 to pojechałam do Kaplicy, gdzie jest adoracja Najświętszego Sakramentu przez całą dobę.
Byłam pewna, że będę tylko ja. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu było bardzo dużo osób,
cała kaplica. Chociaż panowała cisza, był radosny nastrój, który uświetniły świąteczne dekoracje i kwiaty. Pan Jezus zapewne cieszył się z naszej obecności, bo czułam tę woń świętości, pobożności i radości. Każdy jak umiał na swój sposób chwalił Pana Boga.